kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna

 


 

Prof. Stanisław D. doradza Energetyce Cieplnej Opolszczyzny

Prof. Stanisław Dolata przez dwa lata pracował w Energetyce Cieplnej Opolszczyzny, gdzie był głównym specjalistą-doradcą. Prokuratura sprawdza, czy w zatrudnieniu profesora nie doszło do jakichś nieprawidłowości.

Jak wynika z dokumentów, Stanisław Dolata pracował w ECO od 1 lipca 1998 r. do 31 lipca 2000 r. Zatrudniony był na trzy czwarte etatu jako główny specjalista-doradca. Umowę o pracę rozwiązano za porozumieniem stron.

Początkowo Dolata zarabiał 2,250 tys. zł. W listopadzie 1999 r. prezes Wiesław Chmielowicz podwyższył mu jednak pensję do 3,1 tys. zł, a w lutym 2000 r. do 3,4 tys. zł. W tych latach średnia płaca w firmie za cały etat kształtowała się na poziomie 2-2,2 tys. zł.
3/4 etatu oznacza pracę przez ok. 30 godzin tygodniowo, czyli 6 godzin dziennie. W tym samym czasie prof. Dolata pełnił jednocześnie funkcję przewodniczącego rady miasta oraz kierował Katedrą Finansów i Rachunkowości na Wydziale Ekonomicznym Uniwersytetu Opolskiego. Obecnie Stanisław Dolata przebywa w areszcie śledczym w Opolu. Został aresztowany pod zarzutami przyjmowania łapówek i nadużywania władzy.
Sprawie zatrudnienia profesora przyjrzy się Prokuratura Okręgowa w Opolu, która prowadzi śledztwo w sprawie działalności Zarządu Miasta Opola, na czele którego stał Leszek Pogan. Prokuratura, która otrzymała od Stowarzyszenia Stop Korupcji komplet dokumentów, zbada, czy nie doszło do nieprawidłowości przy zatrudnieniu Dolaty.
Gmina Opole ma większościowy pakiet udziałów w ECO, ponad 53 procent. Pozostałymi akcjonariuszami są pracownicy i 10 innych gmin Opolszczyzny.

- Zaangażowanie polityków w takie przedsięwzięcia to patologia. Prominentny polityk SLD, radny z obozu rządzącego, decyduje m.in. o zatrudnieniu prezesa spółki - komentuje Janusz Kowalski, przewodniczący Stop Korupcji.
Stanisław Dolata to nie jedyny prominent zatrudniony w ECO. W tych samych latach pracował tam również Zbigniew Figas, polityk PSL, oraz prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Również był doradcą. Z Figasem nie udało nam się wczoraj skontaktować.
Obecnie w spółce pracuje również syn Anny Denkiewicz, która była naczelnikiem wydziału architektury w ratuszu, a ostatnio dyrektorem departamentu polityki regionalnej w urzędzie marszałkowskim. Niedawno przeszła na emeryturę. Syn Denkiewicz jest w ECO kierownikiem działu logistyki. Stanowisko to objął po wygraniu konkursu.

W ECO pracuje też brat byłego wiceprezydenta Opola Władysława Brudzińskiego. Jest pełnomocnikiem ds. informacji niejawnych. Wiesław Chmielowicz, prezes ECO, tłumaczy, że potrzebne było zorganizowanie tajnych kancelarii, gdyż ECO obsługuje kilka natowskich jednostek wojskowych, m.in. w województwie pomorskim. Osoby pracujące w tajnych kancelariach muszą mieć konkretne uprawnienia (niewiele osób ma takie kwalifikacje).
- Kwestia zatrudnienia tych osób to tabu - mówi nam jeden z pracowników firmy.
Janusz Kowalski postuluje, aby rada nadzorcza spółki zbadała, czy etat Stanisława Dolaty nie był etatem fikcyjnym.
- Czy rzeczywiście 30 godzin w tygodniu Dolata pracował w ECO. Co tam robił? - pyta Kowalski.

Kontrolę chce też przeprowadzić ratusz, do którego należy ponad połowa udziałów ECO.
- Nie ma wątpliwości, że taka rzecz będzie musiała być przeanalizowana. Trzeba zbadać, na jakiej podstawie te osoby były zatrudniane w tej spółce i czy rzeczywiście wykonywały pracę na jej rzecz - powiedział "NTO" Mirosław Pietrucha , rzecznik prasowy prezydenta Opola.
Janusz Kowalski nie wierzy, by zatrudnienie politycznych prominentów w ECO było przypadkiem.
- Tworzenie miejsc pracy dla ludzi z otoczenia władzy to próba zabezpieczenia swojego stołka - uważa opolski radny.

TRZEBA TO SPRAWDZIĆ
Ryszard Zembaczyński , prezydent Opola
- Ta sprawa się kwalifikuje do analizy przez radę nadzorczą. Nie wiem, czy pan Dolata wykonywał jakieś ekspertyzy. To może powiedzieć prezes Chmielowicz. Co do pana Figasa, ECO jest klientem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, zabiega o pożyczki i umorzenia. Nie wydaje mi się właściwym, aby prezes zarządu funduszu pracował u swojego klienta. Ale mówię to bez wiedzy jak to faktycznie wyglądało.
Jeżeli okaże się, że Denkiewicz i Brudziński mają kwalifikacje, to zbójeckie prawo prezesa, że dobiera sobie ludzi do pracy. Odnośnie Dolaty i Figasa trudno mi powiedzieć, na jakich zasadach pracowali. Jeśli zasady były uczciwe, to dobrze. Jeśli były wątpliwe, to będziemy się zastanawiali i być może prezes otrzyma jakiś wytyk. Trzeba to przeanalizować.

Krystian Warzecha , członek rady nadzorczej ECO
- Ostatnio na spotkaniu związkowiec pytał się, czy to prawda, że pan Dolata był zatrudniony w spółce i prezes Chmielowicz to potwierdził. Z tego, co się orientuję, gdy oni byli zatrudnieni, nie było jeszcze zakazu zatrudniania takich osób w spółkach komunalnych. Ustawa chyba weszła w 2000 r. Myślę, że jak taki temat wypłynie, to na pewno trzeba się będzie zorientować, czy było to zgodnie z prawem, na jakich warunkach i jakie korzyści przyniosło to spółce. Zajmiemy się tym na następnym posiedzeniu w połowie listopada br.

BYŁA TAKA SYTUACJA
Rozmowa z Wiesławem Chmielowiczem, prezesem Energetyki Cieplnej Opolszczyzny
- Stowarzyszenie Stop Korupcji chce, by prokuratura zbadała czy przy zatrudnieniu prof. Dolaty w ECO nie doszło do nieprawidłowości.
Co pan na to?
- Była taka sytuacja w momencie powstania naszej spółki. prof. Dolata był przez pewien okres zatrudniony w celu doradztwa w programach, które wynikały z ustaleń właścicieli. Zgodnie z prawem nie było żadnych nieprawidłowości.
- Czym zajmował się Dolata?
- Był to program związany z tzw. programem wyrównawczym dla gminy i z realizacją przekształcenia firmy, bo ECO zostało skomunalizowane i w to miejsce powstała spółka akcyjna, której właścicielami jest 11 gmin Opolszczyzny. W pierwszej fazie uznano, że dobrze by było, by nadzór, a może bardziej doradztwo nad tymi pomysłami po prostu pełnił ktoś z miasta.
- I chce pan powiedzieć, że Dolata rzeczywiście pracował w ECO przez 30 godzin tygodniowo? To kiedy był przewodniczącym rady miasta i kierownikiem katedry na uniwersytecie?
- Trudno mi to komentować, czy miał pracować tyle godzin czy mniej.
- Ze swoich zadań się wywiązywał?
- Żadnych zastrzeżeń nie można mieć. Temat się skończył i umowa została rozwiązana.
- Pan uważa, że to w porządku, że radny, więcej - przewodniczący rady miasta, jest zatrudniony w firmie, w której większościowym udziałowcem jest to miasto?
- Trudno mi powiedzieć. Musiałbym zasięgnąć opinii prawnika, gdyż przepisy się zmieniają. Gdyby były przeszkody formalne, to na pewno takiej sytuacji by nie było. Myślę, że z naszej strony nie było żadnych uchybień.
- W firmie nadal jest zatrudnionych kilka osób związanych z byłymi władzami miasta. Pan w ten sposób zabezpieczał posadę dla siebie?
- Nie. Opole nie jest dużym miastem. Trudno weryfikować każde nazwisko, czy nie ma powiązań z jakąś osobą ze świecznika. Firma zatrudnia ok. 600 osób. Jest iluś Olszewskich, chyba czterech czy pięciu i jeszcze kilka innych znanych nazwisk. Pan Denkiewicz na przykład pracuje u nas od kilku lat. Ma wszystkie kwalifikacje, jest specjalistą w swojej dziedzinie. Pewnie, że można kojarzyć wiele rzeczy. Ale my go oceniamy po tym, co on robi. Zatrudniamy ludzi, którzy są wysoko kwalifikowani i gwarantują rozwój firmy.

 

 

 

Inwest-Dim buduje obwodnicę północną

Znajomy nadzór

Krystyna Tańczak, wiceszef wydziału inwestycji w opolskim urzędzie miasta, przez trzy lata była związana z firmą, która budowała obwodnicę Opola.

Ratuszowy wydział kontroli pod koniec zeszłego roku badał przebieg budowy północnej obwodnicy miasta. Sprawdzał też okoliczności, w których inwestorem zastępczym tej inwestycji została firma Inwest-Dim. Krystynie Tańczak, zastępcy naczelnika wydziału inwestycji, kontrolerzy zarzucili m.in. niedopełnienie obowiązków w wydawaniu publicznych pieniędzy.

Jak ustaliła "NTO", w latach 1991-1993 Tańczak była pracownikiem i wspólnikiem Inwest-Dimu, firmy którą później już jako urzędnik miała nadzorować. Pani naczelnik pracuje w ratuszu od 1995 roku. W tym samym roku ratusz zaczął współpracę z Inwest-Dimem przy budowie obwodnicy.
Chcieliśmy z nią porozmawiać na ten temat, ale odmówiła. - Nie będę tego komentować - stwierdziła Tańczak.
Sprawą zainteresowało się Stowarzyszenie "Stop Korupcji".
- Prawo nie zostało złamane, ale to ważna przesłanka do zrozumienia okoliczności, w jakich doszło do wyboru przez urząd miasta tej firmy - przekonuje Janusz Kowalski. - Nie jestem naiwny i nie wierzę w przypadek, że prywatna firma, z którą związany był wysoki urzędnik ratusza, zupełnie uczciwie zdobywa bez przetargu możliwość dysponowania kilkudziesięcioma milionami złotych!
Przypomnijmy, że na warte 35 mln zł zadanie nie przeprowadzono przetargu, a umowę z Inwest-Dimem podpisano pod koniec 1995 roku, na dwa dni przed wejściem w życie ustawy o zamówieniach publicznych (choć wewnętrzny regulamin ratusza nakazywał już wtedy jej stosowanie). Firma miała w imieniu miasta przygotować i prowadzić inwestycję (zajmowała się np. wykupem gruntów, przygotowaniem przetargów, nadzorem budowy). Kontrolerzy stwierdzili nadmierne uprawnienia inwestora zastępczego wobec gminy, aneksowanie umów z nim niezgodnie z prawem i interesem gminy, brak dokumentacji i rozliczenia inwestycji, brak nadzoru kontroli ze strony urzędu. Ich zdaniem wydanie ponad 970 tys. zł może budzić wątpliwości.

W latach 1993-1995 Krystyna Tańczak była również pracownikiem Kanwodu, jednej z firm, które tworząc konsorcjum, wygrały później przetarg na budowę części obwodnicy od ulicy Oleskiej do Częstochowskiej.
Jednak zdaniem Ryszarda Zembaczyńskiego, obecnego prezydenta Opola, sprawy te nie miały wpływu na pracę pani naczelnik.

- Okres między tymi zajęciami a pracą w urzędzie jest wystarczająco bezpieczny, by mógł z naszej strony budzić jakieś wątpliwości - mówi Zembaczyński. - Uwagi wobec pani naczelnik dotyczyły zakresu jej obowiązków, które jednak nigdy nie zostały jasno i wyraźnie określone. Nadzór nad inwestycją był zapisany bardzo enigmatycznie, więc nie można stąd wnioskować o bezpośredniej odpowiedzialności. Nie przewiduję w tej chwili żadnych sankcji dyscyplinarnych, chyba że moja wiedza na ten temat się zmieni.
Natomiast zdaniem "Stop Korupcji" przy budowie obwodnicy północnej mogło dochodzić także do innych nieprawidłowości. Do stowarzyszenia zgłosił się niedawno jeden z opolskich przedsiębiorców, który na przełomie lat 2001-2002 pracował na zlecenie Inwest-Dimu. Według niego przy budowie próbowano wymuszać od niego łapówki. Zgodził się na spotkanie z dziennikarzem "NTO", ale nie chce ujawniać swojego nazwiska.

- Ludzie z Inwest-Dimu wielokrotnie, choć nigdy wprost, żądali ode mnie pieniędzy - opowiada przedsiębiorca. - Wyglądało to tak, że przychodzili na budowę i szukali dziury w całym. Znajdowali drobiazgi bez znaczenia z punktu widzenia technicznego, eksploatacyjnego i bezpieczeństwa, choć wymagane przez przepisy. Za podpisanie protokołu odbiorczego miałem zapłacić 40 procent wartości mojego kontraktu! Dopiero jak ich postraszyłem prokuraturą, odpuścilli...
- Nie było przestępstwa, bo pieniędzy nikt nie dał ani nie wziął, ale klimat wokół tej inwestycji wskazuje, że mogło tam dochodzić do niegodziwości - komentuje Janusz Kowalski. - Oczekuję od opolskiej prokuratury, że wszystkie okoliczności związane z budową obwodnicy zostaną dokładnie prześwietlone. Prokuratura ma już na starcie ułatwione zadanie, bo wydział kontroli wewnętrznej i audytu sprawę dokładnie zbadał. Mam smutne przeczucie, że może to być afera, która przyćmi skandal związany z Dobrymi Domami.

Aneta Ludwig






Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.