
Mieszkania dla rodziny
PRZYPADEK IWONY CYBUCH
Wniosek o przyznanie mieszkania "za remont" złożyła 2 marca 1998 roku. Ma 30 lat, narzeczonego i od 5 lat cierpliwie czeka na możliwość usamodzielnienia się. Mieszka z rodzicami i 19-letnią siostrą w 38-metrowym mieszkaniu. Nie stać jej na kupno własnego. Obecnie jest bez pracy, wyjeżdża więc co jakiś czas do Holandii. Zbiera pieniądze na remont przyszłego mieszkania.
- Co roku odnawiam wniosek, aktualizuję go i czekam. Może gdybym dreptała, co dnia do ratusza, już bym miała własne lokum. Ale ja naprawdę wierzyłam, że decyduje data złożenia wniosku - mówi. W zeszłym roku miała pierwszą i - jak dotąd - jedyną propozycję mieszkania za remont. Była to klitka na poddaszu, bez podstawowych wygód. Remont, którego domagało się miasto, wyniósłby około 10 tys. zł (kwota do przyjęcia). Ale znajomy budowlaniec przyjrzał się ścianom, stropom, oknom i powiedział, że w to mieszkanie trzeba włożyć 50 tys. zł, by doprowadzić je do dobrego stanu.
- Gdyby córka miała tyle pieniędzy, to raczej szukałaby mieszkania na wolnym rynku. Kto władowałby 50 tys. zł w remont mieszkania, które do niego nie należy, wiedząc, że nikt mu tych pieniędzy nie zwróci? - pyta retorycznie ojciec Iwony.
Mirosław Pietrucha , rzecznik prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego:
Fakty opisywane przez "NTO" są bulwersujące. Widać wyraźnie, czyje interesy reprezentowali w radzie miasta politycy SLD. Jeśli pan Kumiec twierdzi, że prawica nie ma pomysłu, to odpowiadam: mamy pomysł. Miasto w tym roku zakończy adaptację budynku przy ul. Odrzańskiej na mieszkania socjalne i przystąpi do adaptacji byłej przychodni w Metalchemie.
Janusz Kowalski, Stowarzyszenie "Stop Korupcji":
- Ujawniona przez nasze stowarzyszenie sprawa jest dla mnie korupcją i przykładem arogancji władzy. Rozdawanie lekką ręką mieszkań, w sytuacji, gdy tyle rodzin czeka na mieszkania, tym bardziej razi, że mówimy o polityku lewicy, który powinien być szczególnie wrażliwy na ludzką krzywdę.
REPORTAŻ, PUBLICYSTYKA: W OPOLU NIE WSZYSTKICH OBOWIĄZYWAŁA KOLEJKA DO MIESZKAŃ
Równi i równiejsi
Iwona Cybruch czeka na komunalne mieszkanie już pięć lat. Tymczasem Janina D., matka Piotra Kumca, czekała zaledwie 3 miesiące, a jego bliska znajoma Anna B. tylko o miesiąc dłużej.
Piotr Kumiec przez cztery lata zajmował się w ratuszu polityką lokalową, czyli gospodarowaniem mieszkaniami komunalnymi. Przekonywał wówczas dziennikarzy ("NTO", listopad 2001 r), że "choć czasem mieszkanie chcą dostać znajomi, a znajomych ma bardzo wielu, wszystkich odsyła do opolskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego". Mamy jednak dowody, że w trzech przypadkach postąpił inaczej.
Na mieszkania od gminy czeka w Opolu 600 rodzin, w tym na mieszkania o lepszym standardzie niż mieszkania socjalne (tzw. mieszkania za remont) - blisko 300 rodzin. Najwytrwalsi czekają od 1998 roku. Wszyscy zostali pozytywnie zaopiniowani przez społeczną komisję mieszkaniową i umieszczeni w kolejce. Czekają na propozycję mieszkania (warunkiem podpisania umowy najmu jest wykonanie remontu, którego koszt wynosi ?rednio 10 tys. zł). Oficjalnie wszyscy zakwalifikowani przez komisję mają jednakowe szanse. Liczy się data wpłynięcia wniosku, a średni czas oczekiwania na wskazanie mieszkania do remontu wynosi 3 lata (od daty pozytywnego zaopiniowania wniosku). Jednak Stowarzyszenie "Stop Korupcji" wytropiło, że przynajmniej w dwóch przypadkach termin ten został drastycznie skrócony. Janina D. czekała tylko 3 miesiące, propozycję mieszkania otrzymała w padźierniku 1999 r. Anna B. czekała 4 miesiące - propozycja mieszkania za remont padła w grudniu 1999 r.
Czas oczekiwania na przydział mieszkania może zostać skrócony, jeśli zachodzą szczególne okoliczności.
- Do przyspieszenia dochodzi, jeśli sytuacja starających się o mieszkanie ulega nagle pogorszeniu, na przykład z powodu choroby lub kalectwa jednego z członków rodziny - wyjaśnia Zofia Lachowicz, naczelnik wydziału lokalowego.
- Są osoby, które bardzo aktywnie walczą o mieszkanie, proszą o wsparcie radnych i posłów, piszą pisma o przyspieszenie, dołączają dokumentację lekarską. Czasem o wsparcie konkretnej rodziny prosi Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Każdy przypadek jest traktowany indywidualnie. Poza tym, czasem jest tak, że kilka osób z listy oczekujących odmawia przyjęcia wskazanego lokalu, bo jest za mały, ma fatalną lokalizację, wymaga zbyt kosztownego remontu itd. Wówczas proponuje się ów lokal osobom czekającym krócej.
- To są sprawy wrażliwe dla społeczeństwa i nie przypadkiem teraz wychodzą na jaw - od tych słów zaczyna Piotr Kumiec, gdy umawiamy się na rozmowę o pewnych nieprawidłowościach dotyczących przyznawania gminnych mieszkań.
- To jest gra na ludzkich emocjach i wyciąganie tematów zastępczych, jakichś jednostkowych przypadków, po to, by czymś zająć społeczeństwo i mieć więcej czasu na ewentualne zaproponowanie czegoś nowego. Bo jak na razie ci, którzy przyszli, nie mają pomysłu - kontynuuje Kumiec.
- Jeden z tych jednostkowych przypadków dotyczy przyznania mieszkania pańskiej matce... Piotr Kumiec jest wyraźnie zażenowany.
- To bardzo duża niezręczność - przyznaje. - Dotyczy ona smutnego wydarzenia, które miało miejsce w 1997 roku w mojej rodzinie. Rodzice rozeszli się i od tego czasu mama starała się o mieszkanie, jednak nigdy nie zwróciła się z tą pro?bą do mnie. Tutaj przyszedł mi z pomocą prezydent Leszek Pogan. To on podjął decyzję w tej sprawie.
Były prezydent Leszek Pogan zajmował się tylko przyznawaniem mieszkań dla tzw. niezbędnych, a pula mieszkań socjalnych i do remontu leżała w wyłącznej gestii Piotra Kumca. Pogan potwierdza jednak, że w tym przypadku, wyjątkowo, to on podjął decyzję.
- Znałem mamę Piotra jeszcze z czasów pracy w komitecie wojewódzkim - mówi. - Znalazła się w bardzo dramatycznej sytuacji, przychodziła w tej sprawie do mnie, a ukrywała to przed synem. Nie pamiętam, w jakim trybie otrzymała mieszkanie, ale dosyć długo na nie czekała.
- Z dokumentów wynika, iż od pozytywnego zaopiniowania przez komisję mieszkaniową do otrzymania propozycji mieszkania minęły zaledwie trzy miesiące - wtrącamy.
- Na pewno przychodziła do mnie w sprawie mieszkania na długo przedtem, zanim złożyła wniosek - odpowiada były prezydent.
Anna B. jest pracownicą opolskiego ratusza. W 1999 roku była bliską znajomą Piotra Kumca. Widywano ich razem w różnych opolskich lokalach. Mówi polityk opolskiej prawicy:
- Anna B. jest atrakcyjną młodą kobietą. Wielokrotnie spotykałem Piotra Kumca w jej towarzystwie. W 2001 roku siedzieli razem w loży dla VIP-ów podczas festiwalu opolskiego. Wielu polityków, również z SLD, musiało ich razem widywać.
- Ja generalnie jestem często widywany z różnymi osobami i w lokalach, i na festiwalu opolskim. Z tą panią nic mnie nie łączyło, oprócz tego, że jest moją znajomą jeszcze z czasów studiów - odpiera Piotr Kumiec.
- Przyznał jej pan jednak mieszkanie, i to w ekspresowym tempie...
- To była inna sytuacja - mówi były wiceprezydent. - Ta pani była urzędniczką, a decyzję w jej sprawie podjął zarząd miasta. W 1999 roku miała miejsce taka jednorazowa akcja: pomogliśmy wszystkim urzędnikom, którzy zostali zakwalifikowani przez komisję mieszkaniową, skracając czas oczekiwania. Pamiętam, że takich urzędników było trzech czy czterech.
Komu konkretnie i w jakim trybie przyznano wówczas mieszkania Piotr Kumiec nie potrafił powiedzieć. Na pytanie, czy uczciwe było pomaganie swoim pracownikom w sytuacji, gdy jest tak długa lista oczekujących na mieszkania, odpowiedział:
- To była decyzja zarządu, taka jednorazowa akcja.
- Nie przypominam sobie, aby była taka akcja - mówi Leszek Pogan, stojący wówczas na czele zarządu miasta. - Nie pamiętam też przypadku urzędnika, któremu zarząd przyznawałby mieszkanie. Powtarzam, sprawy mieszkań do remontu były w wyłącznej gestii Piotra Kumca.
Piotr Kumiec podjął jeszcze jedną kontrowersyjną decyzję w ostatnich miesiącach swojego urzędowania, przyznając mieszkanie Wacławowi T. Mężczyzna czekał na mieszkanie wprawdzie tylko o rok krócej niż przeciętny Opolanin (czyli dwa lata). Ale gdy już się doczekał, spotkała go prawdziwa niespodzianka. Był osobą samotną, w zupełności powinna go, więc satysfakcjonować kawalerka. Niewielkie mieszkania (np. 38 m kw.) proponuje się nawet czteroosobowym rodzinom, i one je przyjmują, bo zależy im na własnym dachu nad głową. Tymczasem Wacław T. dostał mieszkanie o powierzchni blisko 70 metrów kw.! Pięć miesięcy po podpisaniu przez Wacława T. umowy najmu głównym najemcą stał się... Piotr Kumiec.
W czerwcu 2002 roku obaj panowie zamienili się na mieszkania. Kumiec zamieszkał w lokalu 70-metrowym, a Wacław T. w 26-metrowej spółdzielczej kawalerce Piotra Kumca.
Kumiec: Ten pan znalazł się w trudnej sytuacji życiowej, był po rozwodzie, ale chciał scementować rodzinę, dlatego zależało mu na większym mieszkaniu. Zaczął remont, nie wytrzymał finansowo, z rodziną nie wyszło. Wtedy z mojej strony padła propozycja zamiany. Ja od 5 lat starałem się o zamianę swojej kawalerki. Pomyślałem: czemu nie pomóc człowiekowi? Mogłem się tym panem nie zajmować, a mogłem mu pomóc.
- Mógł pan mu wskazać inne osoby, które za pośrednictwem ratusza chcą dokonać zamiany mieszkania...
- Próbowałem, wskazywałem, ale nic z tego nie wyszło - odpowiada Kumiec.
Poseł Jerzy Szteliga, szef opolskiego SLD, wie, że Piotr Kumiec zamienił mieszkanie z osobą, której to mieszkanie przyznał:
- Uważam, że jest to naganne, Kumiec nie przemyślał sprawy.
- Wiedział pan również, że w czasach, gdy był odpowiedzialny za politykę lokalową, mieszkania gminne w ekspresowym tempie dostały jego mama oraz bliska znajoma?
- Tego nie wiedziałem. Jeśli jest tak, jak pani mówi, to jest to dyskwalifikacja polityczna. Jeśli przewodniczący zarządu wojewódzkiego SLD od dziennikarza "NTO" dowiaduje się o takiej sprawie, to decyzja musi być jedna: wniosek do komisji etyki o zbadanie sprawy i wyciągnięcie ostrych konsekwencji.
Ewa Kosowska-Korniak
|