Kogo obchodzi sprawa Gabigi?
|
|
źródło: Nowa
Trybuna Opolska
data: 4 lipca 2003
Nękany przez opolskich urzędników producent podnośników
z Brzegu dostał propozycję przeniesienia swojego zakładu
do Pasłęku pod Gdańskiem. Zaprosił go burmistrz miasteczka.
 |
| Czesław Gabiga: - Nie zamierzam
stąd wyjeżdżać. |
Dwa
tygodnie temu opisaliśmy problemy Czesława Gabigi,
65-letniego brzeskiego przedsiębiorcy, który jest krajowym
liderem na rynku podnośników samochodowych, eksportuje
też swoje urządzenia z powodzeniem
do Unii Europejskiej.
W nękanym bezrobociem Brzegu Gabiga zatrudnia 20 osób.
Przedsiębiorca twierdzi, że od kilku lat coraz trudniej
prowadzi mu się działalność, gdyż opolscy urzędnicy
nękają go kontrolami, każdy niejasny przepis interpretują
na jego niekorzyść. Gabiga, który nie mógł dojść do
porozumienia z inspektorami Urzędu Dozoru Technicznego,
otrzymał z UDT pismo z decyzją o wstrzymaniu produkcji
w jego zakładzie.
Opolskie władze
nie zareagowały
- Żaden przedstawiciel lokalnej czy wojewódzkiej władzy
nie zainteresował się moimi problemami, choć wszyscy
oni zapewniają w gazetach, że leży im na sercu rozwój
gospodarki - mówi Czesław Gabiga. - Charakterystyczne,
że jedyne pismo, jakie otrzymałem od przedstawiciela
władzy, przysłał mi burmistrz Pasłęku z województwa
pomorskiego, który dowiedział się o moich problemach
z "Rzeczpospolitej".
Dr Wiesław Śniecikowski, burmistrz pomorskiego miasteczka,
napisał do Gabigi:
"
W Pasłęku przedsiębiorców traktuje się z należytym
szacunkiem, bo to oni tworzą nowe miejsca pracy oraz
przyczyniają się do rozwoju gospodarczego".
List jest nie tylko miły, ale i konkretny:
"
Przedstawiam szeroką ofertę działek, mieszczących się
w pobliżu trasy nr 7, należących do Urzędu Miejskiego
w Pasłęku, przeznaczonych pod inwestycje wielofunkcyjne.
Uzbrojone są w wodę, kanalizację, energię elektryczną
i drogę asfaltową. Gmina zapewnia dla ewentualnych
inwestorów zwolnienia od podatku od nieruchomości w
przypadku zabudowy gruntu i zatrudnienia osób bezrobotnych
z terenu Miasta i Gminy Pasłęk".
Zadzwoniliśmy do burmistrza.
- Nie mogę z takiej odległości ferować wyroków, czy
Gabiga ma rację czy nie, bo nie znam wszystkich faktów
- zaznacza w rozmowie z "NTO" dr Śniecikowski.
- Jednak wysłanie tego listu potraktowałem jako swój
obowiązek wobec wyborców, którym obiecałem stworzenie
nowych miejsc pracy. Skoro pan Gabiga skarży się na
traktowanie przez opolskie urzędy, to ja go zapewniam,
że u nas na pewno inaczej się podchodzi do przedsiębiorców.
Zacząłem od siebie, wieszając na drzwiach urzędu mój
numer telefonu komórkowego, gdyby pod moją nieobecność
potrzebna była jakaś pomoc. Mam u siebie 2,8 tysiąca
ludzi bez pracy, dlatego chucham i dmucham na każdego
nowego pracodawcę.
Gabiga po raz pierwszy zdecydował się opowiedzieć o
swoich problemach podczas spotkania antykorupcyjnego
w Opolskim Urzędzie Wojewódzkim, w obecności władz
Opolszczyzny, także przedstawicieli policji i prokuratury.
Żaden przedstawiciel władzy nie zainteresował się jednak
problemami przedsiębiorcy.
- Martwi mnie to, że media donoszą o tego typu przypadkach
i nic, nie ma reakcji wojewody, władz samorządowych,
milczy burmistrz Brzegu, marszałek województwa - mówi
Janusz Kowalski, prezes Stowarzyszenia "Stop Korupcji".
- Jest reakcja burmistrza Pasłęku, ale czy to ma oznaczać,
że uczciwym opolskim przedsiębiorcom nie zostało już
nic innego, jak emigracja?
Niech zbada prokurator
Kowalski w imieniu Stowarzyszenia "Stop Korupcji"
złożył we wtorek zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa
przez inspektorów Urzędu Dozoru Technicznego w Opolu.
- Mam wrażenie, że niektóre nasze urzędy i instytucje
są państwami w państwie, nie do ruszenia - mówi Kowalski.
- Wszyscy naokoło wiedzą, że dzieje się tam źle, ale
nikt się nie odważy głośno o tym powiedzieć. Gabiga
zaryzykował, dlatego nie można dopuścić do tego, aby
jego sprawa się rozmyła, a on sam doświadczał kolejnych
przykrości.
Przypomnijmy, że dwa tygodnie temu Czesław Gabiga dostał
od urzędników opolskiego UDT nakaz zatrzymania produkcji
swoich podnośników. Wcześniej miał on napotkać na złośliwości
przy zatwierdzaniu dokumentacji niezbędnej do kontynuowania
działalności. Urzędnicy z Opola kwestionowali opracowania
autorytetów naukowych z Politechniki Wrocławskiej,
do których Gabiga zwrócił się o pomoc. Według relacji
przedsiębiorcy, szef UDT miał mu zaproponować, że wykona
potrzebną dokumentację prywatnie, za pół ceny, a potem
urząd ją bez problemu zatwierdzi. Brak zgody na pójście
na taki układ miał być powodem problemów Gabigi.
Przed wysłaniem decyzji o zamknięciu zakładu jeden
z inspektorów UDT dzwonił dwa razy do brzeskiego przedsiębiorcy
i sugerował mu możliwość wycofania niekorzystnej dla
niego decyzji, proponował spotkanie. Dyrektor opolskiego
oddziału UDT Wojciech Piskorski w rozmowie z nami stanowczo
zaprzeczył zarzutom Gabigi, nazywając je haniebnymi.
Jednak wiele zarzutów Gabigi potwierdza prof. Eugeniusz
Rusiński, dyrektor Instytutu Konstrukcji Maszyn Politechniki
Wrocławskiej, który kilka razy towarzyszył brzeskiemu
przedsiębiorcy w jego wizytach w opolskim UDT.
"
Zawiadamiam o niezgodnych z prawem działaniach urzędników
w Urzędzie Dozoru Technicznego w Opolu. W ocenie stowarzyszenia
mogą one być związanie z próbą wymuszenia korzyści
majątkowej na opolskim przedsiębiorcy" - napisał Janusz
Kowalski do prokuratury.
W zawiadomieniu czytamy też:
"
Od listopada 2002 roku do czerwca 2003 roku pracownicy
UDT, z dyrektorem inż. Wojciechem Piskorskim na czele,
wykonywali do niego [Gabigi - przyp. red.] liczne telefony,
podczas których składali nieformalne propozycje spotkań,
uzgodnień i obietnic lub zapewnień związanych z uzgodnieniami
i trybem wydania decyzji administracyjnych. Rozmowy
te, ani odbywające się w ich następstwie spotkania,
nie były w żaden sposób dokumentowane (...) W naszej
ocenie decyzje administracyjne UDT Oddział w Opolu,
w sprawie uzgodnień warunków technicznych odpowiednich
typów dźwigników z Czesławem Gabigą, nie były wydawane
zgodnie z obowiązująca procedurą administracyjną".
Droga przez mękę
Po opublikowaniu reportażu "Podpadłeś, więc nie
żyjesz" z redakcją kontaktowali się przedsiębiorcy,
którzy potwierdzali zarzuty Gabigi (choć otrzymaliśmy
też dwa oficjalne pisma od prezesów opolskich firm
biorące w obronę UDT).
Opolscy przedsiębiorcy uważają, że chory jest system,
który wprost wymusza patologiczne zjawiska w UDT.
"
Ktoś mądry zauważył, że każda władza demoralizuje,
zaś władza totalna demoralizuje totalnie" - napisał
jeden z przedsiębiorców. "Taką właśnie władzą
są organa Dozoru Technicznego - stanowią one praktycznie
państwo w państwie. Ta Ťpolicja technicznať właściwie
nie ma nad sobą nadzoru władz państwowych i jest w
stanie sparaliżować pracę dowolnego urządzenia lub
zakładu".
Czesław Gabiga mówi, że po artykule w "NTO" odebrał
telefon od osoby, która wydawała mu się, ze względu
na szczegółowość informacji, związana z UDT.
- Ten człowiek wyraził współczucie z powodu mojej sytuacji,
po czym opowiedział w szczegółach, jak wygląda sytuacja
w opolskim urzędzie, do jakich patologii tam dochodzi
- mówi Gabiga. - Z wiadomych względów nie mogę o tym
opowiedzieć gazecie, ale chętnie zeznam to wszystko
przed prokuratorem.
Opolscy przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy, mówili
o wszechwładzy wielu urzędów i państwowych inspekcji,
ale tylko nieliczni zdecydowali się mówić pod nazwiskiem.
- Doszedłem do wniosku, że nasi opolscy urzędnicy poza
rozruchami politycznymi i dbaniem o własne interesy
nie mają już czasu zajmować się gospodarką, rozwojem
miasta i regionu - mówi Janusz Bańczerowski, właściciel
sieci sklepów odzieżowych "Marco". - W urzędach
trudno cokolwiek załatwić, żadnego zrozumienia, służby,
panuje totalny tumiwisizm.
Leszek Nazarczuk, szef firmy "Art Glas Plus",
narzeka na coraz gorszą atmosferę w urzędach:
- Moja firma i ja osobiście jesteśmy żywym przykładem
takich metod postępowania władz, jak opisaliście w
sprawie Gabigi - mówi Nazarczuk. - Urzędnicy i inspektorzy
są dla nas, przedsiębiorców, sędziami i katami jednocześnie.
W wielu opolskich urzędach obserwuję coś na kształt "włoskiej
służby", takiego drobiazgowego trzymania się litery
prawa, aby dokuczyć albo cokolwiek wymusić. Płacimy
masę pośrednich podatków w rozmaitych urzędach, które
nas coraz bardziej rozkładają.
Będzie kasacja?
Stowarzyszenie "Stop Korupcji", po konsultacji
z Julią Piterą, zdecydowało się złożyć na ręce ministra
sprawiedliwości wniosek o kasację wyroku w sprawie
rzekomego uniemożliwienia kontroli inspektorów Wojewódzkiej
Inspekcji Ochrony Środowiska w zakładzie Czesława Gabigi.
Przypomnijmy, że kontrolerzy WIOŚ zapukali do zakładu
pana Czesława w dniu pogrzebu jego matki. Gabiga był
wtedy 350 kilometrów od Brzegu, na trasie A-4 w okolicy
Tarnowa. Informację o wizycie kontroli otrzymał telefonicznie
od swojego zięcia. Prośby żałobników o przełożenie
terminu kontroli nie przekonały inspektorów. WIOŚ uznał,
że Gabiga bezprawnie udaremnił kontrolę, i złożył w
prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Doszło do kuriozalnej sytuacji. Ten sam brzeski sąd
rejonowy najpierw uniewinnił przedsiębiorcę (uznając
żądania WIOŚ za co najmniej dziwne), a potem, w drugim
rozpoznaniu sprawy, uznał w pełni winę Gabigi. Sąd
Okręgowy w Opolu utrzymał w mocy ten wyrok. Brzeskiemu
przedsiębiorcy, który już ma nakaz zamknięcia zakładu,
grozi teraz więzienie, gdyż nie chce zapłacić kary,
jaką wyznaczył mu brzeski sąd.
Janusz Kowalski: - W środę spotkałem się z wojewodą
Elżbietą Rutkowską i przekazałem jej treść kasacji
i cały materiał dotyczący tych dwóch wyroków sądu w
Brzegu, aby ona miała obraz tego, jak wyglądało zachowanie
podległych jej urzędników z WIOŚ.
W dokumencie czytamy:
"
Wnioskodawcy, działając w imieniu własnym, wnoszą niniejszym
o wniesienie kasacji od Wyroku Sądu Okręgowego w Opolu
(...) wydanego z rażącym naruszeniem prawa. (...) O
udaremnieniu kontroli mogłaby być mowa tylko wówczas,
gdyby wnioskodawca zastosował niedozwolony opór wobec
kontrolujących. A przecież jest w sprawie bezsporne,
że Inspektorzy WIOŚ w niniejszym przypadku nie podjęli
próby przeprowadzenia kontroli bez współdziałania osób
obecnych. Nie podjęli próby przymuszenia. Nikt, a w
szczególności wnioskodawca nie zastosował wobec Inspektorów
niedozwolonego oporu ani nie przeciwstawił się przymusowi".
Kto jest dla kogo?
Burmistrz Pasłęku dr Śniecikowski mówi, że martwi go
to, co się dzieje w polskich urzędach.
- Nie godzę się na uogólnienie, że wszyscy są złodziejami
- mówi burmistrz. - Ale te przypadki chorych biznesowo-politycznych
powiązań, o których ciągle czytamy, znajduje swoje
odbicie na dole - społeczeństwo przestaje nam ufać.
Dlatego tym bardziej musimy pokazywać, że to my jesteśmy
dla ludzi, a nie odwrotnie. Jeśli my, na poziomie gmin
i powiatów, czegoś nie zmienimy, to obudzimy się w
państwie Leppera.
Czesław Gabiga czeka. Na wezwanie z prokuratury, na
pozytywne rozpatrzenie kasacji, ale przede wszystkim
na decyzję ministra gospodarki, do którego napisał
odwołanie od decyzji opolskiego UDT o wstrzymaniu produkcji
w jego zakładzie.
Pan Czesław zamierza też odpowiedzieć na pismo burmistrza
Pasłęku.
- Napiszę mu, że bardzo mnie jego list ucieszył, ale
wyjeżdżać stąd nie zamierzam - mówi Gabiga. - Gdybym
był młodszy, to kto wie?
Krzysztof ZYZIK
|