źródło: Gazeta Pomorska
data: 14 sierpnia 2003
Zbycie przez SM "Na Skarpie" spółki Telewizji Spółdzielczej Toruń firmie
Szel - Sat było bezprawne i wyrządziło znaczną szkodę spółdzielni - twierdzi
Stowarzyszenie "Stop Korupcji", które złożyło w tej sprawie doniesienie do prokuratury.
Musieliśmy zadziałać prędzej czy później - mówi Rafał Zgorzelski, pełnomocnik
i członek zarządu krajowego "Stop Korupcji". Naszym zdaniem w spółdzielni doszło
do wielu nieprawidłowości. Nie naszą kwestią jest je rozstrzygać. Ostatnio
napłynęło do nas wiele pism od zaniepokojonych mieszkańców. Dysponujemy bardzo
bogatą dokumentacją i jeśli zajdzie taka potrzeba udostępnimy ją prokuraturze.
Mam nadzieję, iż fakt, że na terenie spółdzielni mieszka także kilku prokuratorów
nie będzie tu bez znaczenia.
Uchwała nieważna?
W latach 1997 - 98 zarząd spółdzielni (zdaniem stowarzyszenia - wykorzystując
przy tym uchwałę o modernizacji sieci kablowej) pozwolił firmie Szel - Sat
z Gdyni (obecnie Multimedia) na budowę ich własnej sieci kablowej. Dwa lata
później podjął działania na rzecz zbycia TST. Jak twierdzi stowarzyszenie "Stop
Korupcji", efektem tych działań było wymuszenie w marcu 2000 r. podjęcia przez
zebranie przedstawicieli członków uchwały nieważnej z mocy prawa dotyczącej
wyrażenia zgody na zbycie przez zarząd spółdzielni wszystkich udziałów TST
Szel - Satowi.
Ani zarząd, ani rada nadzorcza nie poinformowała za ile sprzedano udziały,
jaką kwotę uzyskał jako np. odszkodowanie zarząd TST - dodaje Zgorzelski. Przedstawiciele
członków nie dowiedzieli się, jakimi przesłankami kierowały się przy transakcji
władze spółdzielni. Skutkiem tych bezprawnych działań stało się wymuszenie
na nich podpisania indywidualnych umów z Szel - Stem, który od 1998 r. prowadził
w spółdzielni własną telewizję kablową. A co za tym idzie drastycznie podwyższone
zostały koszty z tytułu użytkowania telewizji.
Szantażu nie było...
Mówienie o jakimkolwiek szantażu jest wierutną bzdurą - odpiera zarzuty Wojciech
Pronobis, prezes SM "Na Skarpie". O sprzedaży decydowali członkowie i ta kwestia
była wielokrotnie omawiana na zebraniach grup członkowskich. TST musieliśmy
sprzedać Szel - Satowi, bo i tak telewizja chodziła w sieci. Dzięki tej transakcji,
która absolutnie nie była tajna, spółdzielcy wyłącznie zyskali, bo to obniżyło
koszty funkcjonowania telewizji. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, ogłoszony
był publiczny przetarg i Szel - Sat złożył najkorzystniejszą ofertę.
Było czysto?
O czystości transakcji z Szel - Satem zapewnia także Wojciech Piechota, do
niedawna zastępca prezesa na Skarpie. Żeby ją wyjaśnić, trzeba trochę przypomnieć
jej genezę - mówi. Na początku lat 90 - tych na terenie spółdzielni połączono
kilkadziesiąt anten zbiorczych w jedną sieć. Z czasem zaczęła rozwijać się
telewizja satelitarna co owocowało tym, że do sieci włączano nowe programy,
emitowano również program lokalny. W pewnym momencie nakazano nam zlikwidować
tę sieć ze względu na czynniki szkodliwe (była to decyzja bydgoskiego PAR -
u). Nie mieliśmy innego wyjścia jak wybudować nową. Musieliśmy zdecydować czy
zapłaci spółdzielnia czy szukamy kontrahenta z zewnątrz. Wybrano drugą opcję.
Ogłosiliśmy wtedy przetarg, który wygrał Szel - Sat. Tymczasem zaczęły do nas
wpływać wnioski od mieszkańców, o likwidację lokalnej telewizji (TST). Członkowie
twierdzili, że jest ona niepotrzebna. I w ten sposób doszło do sprzedaży. O
ile wiem, prezesowi TST nie zostało wypłacone żadne odszkodowanie.
Na pytanie za ile zostało sprzedane TST prezes Pronobis odpowiedział: Po bardzo
korzystnej cenie. I zasłonił się tajemnicą handlową. Sprawę zbada teraz prokuratura.
|