Ktoś wiedział, ale nie powiedział?
|
|
źródło: Nowa
Trybuna Opolska
data: 31 lipca 2003
Za źle przeprowadzony przetarg na zorganizowanie strefy
płatnego parkowania odpowiedzialność mogą ponieść miejscy
urzędnicy.
Firma Projekt i Parking, która dwa lata temu przetarg
ten wygrała, mogła wprowadzić urzędników w błąd. Zdaniem
naszego czytelnika pracownicy urzędu dobrze o tym wiedzieli.
O sprawie pisaliśmy kilka dni temu, kiedy Stowarzyszenie "Stop
Korupcji" zgłosiło wniosek do prokuratury w sprawie
błędnie przeprowadzonego przetargu. Przypomnijmy, że
w jego efekcie wygrała firma, która nie spełniała warunków
przetargu (okazało się, że jej parkomaty nie są urządzeniami
fiskalnymi). Według Stowarzyszenia nie spełniał go
też żaden inny uczestnik przetargu, więc postępowanie
należało unieważnić.
- Naczelnik wydziału inżynierii miejskiej kłamał,
mówiąc "NTO", że przetarg był przeprowadzony
zgodnie ze specyfikacją - twierdzi w liście do redakcji
Andrzej Libich, czytelnik z Opola. - Pan Głębocki zapewniał
oferentów, a także posła Szteligę, który wtedy bronił
interesu parkingowych, że oferta firmy Projekt i Parking
jest ważna, bo spełnia wszystkie warunki przetargowe.
Poseł uwierzył m.in. w to, że urządzenia, które staną
w Opolu, mają wymagany atest Ministerstwa Finansów.
Ja to sam sprawdzałem i okazało się, że żaden parkomat
w Polsce go nie ma. Co więcej, opolskie parkomaty nie
mają ani jednej części, która byłaby wyprodukowana
w Polsce.
Jerzy Szteliga, poseł SLD: - Zaangażowałem się w sprawę
parkingowych ze względu na miejsca pracy, które miały
zniknąć. Do dzisiaj jestem przekonany, że tamten system
był lepszy dla miasta. W imieniu parkingowych pisałem
i interweniowałem w ratuszu, ale nic więcej zrobić
nie mogłem. Odpowiedzi, które otrzymałem musiały mnie
zadowolić. Wykorzystywałem uprawnienie, jakie ma poseł,
nic więcej zrobić nie mogłem.
- To urzędnicy i komisja przetargowa mieli obowiązek
dokładnie sprawdzić informacje podawane przez firmę
- podkreśla Andrzej Libich. - Tym bardziej że nie spełniła
ona warunków przetargu, a ostatecznie go wygrała.
W miniony wtorek kolejne doniesienie do prokuratury
w tej sprawie złożyła gmina Opole, po tym jak w ostatnich
miesiącach wydział kontroli sprawdzał przetarg z 2001
roku. Wydział oskarża o manipulowanie przetargiem Remigiusza
Promnego (byłego szefa wydziału przetargów i przewodniczącego
komisji przetargowej) oraz Stanisława Głębockiego (naczelnika
wydziału inżynierii miejskiej i członka komisji).
Stanisław Głębocki: - Przede wszystkim to nie ja przygotowywałem
specyfikację przetargową, tylko pracownicy referatu
w moim wydziale. Firma Projekt i Parking złożyła wszystkie
niezbędne dokumenty. Oświadczyła, że jej parkomaty
spełniają wymogi przetargu (tzn. że są urządzeniami
fiskalnymi - red.). Przecież my się nie znamy na parkomatach,
nie mogliśmy zbadać, co miały w środku, a żądać od
oferenta dodatkowych dokumentów, zgodnie z ustawą o
zamówieniach publicznych, nie mamy prawa. Poza tym
ta oferta była dla miasta najkorzystniejsza finansowo.
Nie złamaliśmy prawa, zresztą to, czy nasze działania
były właściwe, sprawdzi prokuratura - kończy Głębocki.
Z byłym naczelnikiem wydziału przetargów nie udało
nam się wczoraj skontaktować.
Arkadiusz Karbowiak,
wiceprezydent Opola, któremu podlega wydział przetargów:
- Na pewno oprócz dwóch osób, które zostały wymienione
w naszym zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa,
odpowiedzialność za przetarg obciąża poprzednie władze
miasta. Ustalone wtedy warunki przetargu budzą duże
wątpliwości i podejrzenia: o złą wolę, niekompetencję
czy nawet "ustawienie" przetargu. Inna sprawa
to to, że parkomaty się sprawdziły, co do tego nie
mam żadnych wątpliwości.
Lidia Tomsza,
dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg:
- O przetargu nie mogę nic powiedzieć, bo nie miałam
z nim nic wspólnego. MZD podpisał w imieniu miasta
umowę z Projekt i Parking na podstawie protokołu z
tego postępowania i to wszystko.
Jedno jest pewne - obecny system jest lepszy od poprzedniego,
bo mamy pełną kontrolę nad wpływami ze strefy. Teraz
nie przechodzą one przez człowieka, bo po wyjęciu zamkniętej
kasetki z parkomatu trafiają prosto do banku. Tam pieniądze
są liczone i trafiają na nasze, czyli MZD, konto. Wynagrodzenie
dla zarządcy, czyli 40 proc. tej sumy, wypłacamy dopiero
po tym, gdy firma przedstawi kompletne rozliczenie.
Piotr Synowiec,
były prezydent Opola
- Ten wniosek to jest po prostu świeca dymna, która
ma zasłaniać to, co teraz dzieje się w Opolu: wzrost
zatrudnienia urzędników czy błędy obecnej ekipy. Uważam,
że to są metody agentów służby bezpieczeństwa, a jedyne
efekty działalności obecnego prezydenta to piasek na
Malinie i brak czasopism pornograficznych. |