Gdzie do pracy z przeszłością w SB?
Dorota Wodecka-Lasota 09-02-2005
Dlaczego na Uniwersytecie Opolskim i w Urzędzie Marszałkowskim pracuje były oficer SB z wydziału zajmującego się inwigilacją Kościoła? - zapytał w Radiu Plus lider Klubu Radnych Prawicy Janusz Kowalski (PO). - Chodzi o pana Jerzego Krasnodębskiego - wyjaśnił nam. Ten jednak do związków z bezpieką się nie przyznaje
Kowalski - prezes Stowarzyszenia "Stop Korupcji" - uważa, że Krasnodębski był kapitanem w IV wydziale SB zajmującym się rozpracowywaniem Kościoła. Informacje opiera m.in. na wykazie funkcjonariuszy podlegających weryfikacji, opracowanym przez Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Opolu w 1990 r.
Życie weryfikuje
Kiedy zadzwoniliśmy do Krasnodębskiego , powiedział: - Życie weryfikuje pewne historie i sytuacje. Po czym zapytany, czy był funkcjonariuszem SB, przystał na spotkanie. Zapowiedzieliśmy, że nie zamierzamy pomijać faktów, ale też chcemy, aby opowiedział, w jaki sposób życie zweryfikowało jego historię.
- Nigdy nie byłem funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa - stwierdził już na spotkaniu. - To zbieżność nazwisk. Nie będę jednak procesował się z panem Kowalskim, bo on mógł się pomylić, że to mnie dotyczy lista, którą dysponuje. Inna sprawa, czy powinien się nią posługiwać, jeśli miała klauzulę tajności? - zastanawia się.
Zapytany, dlaczego pierwotnie ????chciał rozmawiać, odparł, że zna oficera SB, z którym miał kontakt w czasie pracy w Wydziale Spraw Obywatelskich Urzędu Wojewódzkiego, a który pomimo swej przeszłości pracuje dla dobra województwa.
Wiedzieliśmy, że był w SB
Tymczasem Stanisław Skakuj , który był szefem Krasnodębskiego w Urzędzie Wojewódzkim, potwierdza, że ten był funkcjonariuszem IV wydziału SB. - W 1991 r. starał się o pracę w moim wydziale. Wiedziałem, kogo zatrudniam, sam mi powiedział. Wojewoda też o tym wiedział. Zatrudniłem go, bo z mojego rozeznania wynikało, że nikt z ludzi związanych z opozycją nie powiedział, iż pan Krasnodębski był funkcjonariuszem, który zachowywał się wobec nich nagannie - wspomina Skakuj .
Z Urzędu Wojewódzkiego Krasnodębski przeszedł do ratuszowego Wydziału Spraw Obywatelskich. Został zwolniony przez prezydenta Ryszarda Zembaczyńskiego , który przyznaje, iż wiedział o jego przeszłości. Nie miało to jednak związku z jego zwolnieniem. - Rozmawialiśmy w cztery oczy i usłyszałem, że moje zwolnienie jest następstwem reorganizacji - twierdzi Krasnodębski , który pracuje dziś w departamencie organizacyjno-prawnym i kadr Urzędu Marszałkowskiego - zajmuje się kontaktami z organizacjami pozarządowymi.
Coś z tym zrobić...
Marszałek Grzegorz Kubat był zdziwiony informacją o swym podwładnym. - To dla mnie coś nowego. Jak wrócę w poniedziałek ze zwolnienia, przyjrzę się tej sprawie. Najpierw przeanalizuję teczkę personalną tego pana, potem zobaczę, co dalej. Życie bywa pełne niespodzianek. Spodziewam się, że po ujawnianiu materiałów z teczek tych niespodzianek będzie więcej.
Krasnodębski ma również 1,5 godz. zajęć tygodniowo w Instytucie Politologii. Prowadzi zajęcia do wyboru z teorii i praktyki organizacji pozarządowych (wcześniej miał zlecone godziny w Międzywydziałowym Instytucie Prawa i Administracji). - Pan Kowalski dość szumnie nazywa mnie wykładowcą. Na zajęcia zapisało się 15 osób, a ja przekazuję im swoją wiedzę - dodaje.
Na uczelni zdania są podzielone, czy osoba z taką przeszłością może być nauczycielem akademickim
Usunąć ich z publicznych instytucji
Rozmawiała Dorota Wodecka-Lasota 09-02-2005
Dorota Wodecka-Lasota : W poniedziałkowym programie Radia Plus powiedział Pan, że na państwowych uczelniach pracują byli funkcjonariusze SB.
Janusz Kowalski : W Instytucie Politologii UO zajęcia prowadzi Jerzy Krasnodębski , według wykazu funkcjonariuszy podlegających weryfikacji, sporządzonego przez Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Opolu, był kapitanem IV wydziału SB. Jeżeli dziś jako radny słyszę, że Uniwersytet ma być naszą wizytówką, to pytam: czy na uczelni państwowej, utrzymywanej z podatków obywateli, powinni pracować byli SB-ecy ? Prof. Łukaszewski kilka miesięcy temu na łamach pani gazety zwrócił uwagę na system kształtowania kadr na dawnej WSP, a dziś UO. Mówił, że do pracy naukowej oddelegowano lektorów KW PZPR, dawnych działaczy ZSMP i, jak widać, również byłych funkcjonariuszy SB. Jak to słyszę, to stanowczo protestuję, ponieważ w moim przekonaniu na UO powinni być promowani naukowcy, którzy doszli do swojej pozycji ciężką pracą, a nie ci, którzy należą do - jak to prof. Łukaszewski określił - " plemienia". Ja dodaję: plemienia wspólnych komunistycznych biografii.
To gdzie może pracować?
- Na pewno nie w Urzędzie Marszałkowskim, gdzie zajmuje się stowarzyszeniami. To skandal, że osoba, która w bezpiece inwigilowała Kościół, dziś w wolnej Polsce odpowiada za współpracę urzędu z takimi stowarzyszeniami, jak Stop Korupcji czy Stowarzyszenie Rodzin Katolickich.
Uważa Pan, że byłych SB-eków należy zupełnie eliminować z życia publicznego?
- Bezwzględnie. Trzeba wszystkich ujawnić - z imienia i nazwiska, ludzie mają prawo wiedzieć. Wiedza ta potrzebna jest przy zatrudnianiu osób w administracji publicznej. Również każdy potencjalny pracodawca chciałby wiedzieć, czy zatrudnia byłego funkcjonariusza aparatu SB.
Pan, jak się spodziewam, najchętniej by odesłał tych wszystkich funkcjonariuszy na zasiłki dla bezrobotnych. I nie zdziwiłabym się, gdyby podniósł potem larum, dlaczego nasze podatki mają iść na zasiłki dla SB-eków .
- To już ich problem. Poza tym oni mają wysokie emerytury, które notabene powinny im zostać obniżone do najniższej krajowej. Na pewno nie powinni pracować na wyższej uczelni i w administracji publicznej. Być może Krasnodębski to miły i sympatyczny pan, ale nie możemy dać się zwariować. Przecież on swoją pracą wspierał aparat przemocy, a mam wrażenie, że dziś niektórzy bardziej przejmują się losami katów niż ofiar.
Odpokutował grzechy z SB
Rozmawiała Joanna Pszon 09-02-2005
Joanna Pszon : Zatrudniłby Pan byłego funkcjonariusza SB w publicznej instytucji?
Andrzej Kracher (wykładowca UO, członek SLD): Zależy jak się odnalazł w nowej rzeczywistości. Czy wykorzystując stare układy i nieformalną działalność, dorabiał się fortuny, czy odpokutował swoje grzechy i chciał pracować dla dobra państwa. Moim zdaniem Jerzy Krasnodębski odciął się od esbeckich korzeni, odkupił swą winę.
Został jednak negatywnie zweryfikowany.
- Ponieważ wszyscy z wydziału IV (który inwigilował Kościół) byli weryfikowani negatywnie. Czy gdyby skrzywdził ludzi, pan Skakuj (z opozycji) przyjąłby go do pracy, czy wziąłby go do komisji pomnikowej, gdzie musiał obdarzyć pracowników największym zaufaniem? Nie. A przecież Krasnodębski nie ukrywał swojej przeszłości...
W rozmowie z nami zaczął się jej wypierać.
- To chwila słabości, może strach. Zawsze jego pracodawca wiedział o jego przeszłości. Wiedział też - moim zdaniem - pan marszałek, więc nie wiem, skąd jego zdziwienie.
Krasnodębski stale podnosi swoje kwalifikacje. Zrobił wiele kursów, jako jeden z nielicznych w regionie skończył szkołę Fundacji Helsińskiej , więc wie o organizacjach pozarządowych wszystko.
Jeszcze raz podkreślam, nie chciałbym go bronić za przeszłość, ale wiele odpokutował, bardzo przeżył. Chciał coś dobrego zrobić, ryzykując upokorzenie. Trzeba to wszystko brać pod uwagę.
Jednak go Pan broni.
- I już słyszę też komentarze, że byłego esbeka broni były aparatczyk z PZPR, a to wszystko nie jest takie czarno-białe.
Mnie się tylko nie podoba, że u nas można ukraść milion i nazwą cię sprytnym, ale donos to hańba i przekleństwo.
Dlatego nie donosimy nawet na sąsiada, który wysypuje na trawnik śmieci?
- W ogóle i dziwimy się innym narodom, np. Niemcom, że tak robią. Polak nie może, bo u nas to od ponad 150 lat oznaczało kolaborację z władzą - wrogą władzą. To się wciąż nie zmieniło. I przez ten stereotyp Krasnodębski jeszcze bardziej pokutował i pokutuje. |