kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna

 

Prowizje, programy lojalnościowe, prezenty...


data:
12 grudnia 2004

Długo się zastanawiałem nad tym, czy napisać ten list. Wątpliwości związane były z kwalifikacją intencji: donos czy bunt przeciw draństwu? Pomyślałem jednak, że trzymanie języka na wodzy wg zasady: "nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe" jest zbyt podłym usprawiedliwieniem bezczynności i bierności w obserwacji. Nie chcę przez to powiedzieć, że również mam coś na sumieniu i tym sposobem chciałbym się "oczyścić". Wręcz przeciwnie.

Motywem do napisania niniejszego listu stała się sprawa aresztowania małżeństwa Małgorzaty i Jarosława N. z firmy brokerskiej Jargo z Wrocławia na skutek podejrzenia o korupcję przy ubezpieczaniu Elektrowni Opole. Jestem również pośrednikiem ubezpieczeniowym. Kiedyś agentem dziś brokerem. Moje doświadczenia sięgają 1989 roku, więc rynek tej branży znam doskonale. Nie wiem, kogo mógłby zainteresować opisywane przeze mnie szczegóły. Dlatego pisze ten list do Was. Może znajdziecie drogę do pokazania prawdy rynku ubezpieczeniowego. Oczywiście opisane sposoby nie dotyczą całego środowiska brokerskiego - jest wielu brokerów wykonujących swoje powinności w sposób etyczny i uczciwy.

Po raz pierwszy z propozycją dzielenia się korzyściami majątkowymi spotkałem się w kilka miesięcy po uzyskaniu pozwolenia na pracę agencyjną. Zdanie, które jako jedno z pierwszych i zarazem ostatnie usłyszałem z ust dyrektora jednego z warszawskich zakładów PKS, do którego zaszedłem z propozycją i ofertą obsługi ubezpieczeniowej brzmiało: "a ile ja z tego będę miał? Bo Pana konkurencja daje... (tu padła kwota)". Wyszedłem. Wiele razy wychodziłem...wiele razy kończyłem rozmowę po usłyszeniu takiego lub podobnego zdania. Może, dlatego miałem wśród swoich kolegów po fachu opinię "niezaradnego". Ta niezaradność towarzyszy mi do dzisiaj. Nie pozwoliła mi na zrobienie prawdziwego biznesu.. moje konto bankowe jest puste i czyste. Tak jak sumienie. Z czego zresztą się ogromnie cieszę. Tak się zastanawiam czy ten list nie będzie potraktowany wobec tego jak zemsta kogoś, komu nie udało się zrobić biznesu na kimś, kto ten biznes zrobił. Mam nadzieję, że nie.

Opisywany, przy okazji ataku męża Aleksandry Jakubowskiej przypadek firmy Jargo to obraz prawie każdej większej firmy brokerskiej w kraju. Taka jest prawda. Próbowałem kiedyś zainteresować podobnymi tematami prasę, lecz znajomy dziennikarz wyjaśnił mi szybko: jeśli w swoim piśmie lub artykule nie zaatakujesz kogoś z górnej półki, jeżeli tekst nie służy tzw. "uwaleniu" kogoś ważnego (przepraszam za takie słowo, lecz jest ono dosłownym przeniesieniem treści mojej rozmowy z owym znajomym dziennikarzem ), to zapomnij o tym, by ukazał się w jakiejkolwiek gazecie.

To pierwszy aspekt tak powszechnej korupcji w branży ubezpieczeniowej. Przeważnie sprawy dotyczą zwykłych osób... nieznanych szerszemu ogółowi - brokerów.agentów... Przeważnie zawsze znajdą się osoby, które zechcą ukręcić łeb sprawie, nawet, jeśli ktoś odważy się poruszyć kwestię. W komentarzach na stronie internetowej Gazety Wyborczej ukazał się taki tekst: " jeśli na stanowiskach pozostawaliby Antek Kowalczyk (były k-dt główny Policji) i Sobotko to sprawa łapówki przy ubezpieczaniu elektrowni na pewno nie ujrzałaby światła dziennego". Coś w tym jest.

Bo rozważmy ten aspekt głębiej. Rynek ubezpieczeniowy to klienci, pośrednicy (agenci i brokerzy) oraz zakłady ubezpieczeń. Klient i tak zapłaci składkę zakładowi ubezpieczeń. Taką samą w najgorszym razie jak za pośrednictwem pośrednika - agenta czy brokera. Rolą brokera jest m.in. negocjowanie stawek ubezpieczeń, więc bywa, że z udziałem brokera składka jest mniejsza. To dodatkowy argument, który przemawia za obecnością brokera w takiej transakcji. Udział fachowca, specjalisty, który występuje w interesie klienta w transakcji jest jak najbardziej zrozumiały i korzystny. Transakcja, bowiem łączy dwie skrajnie wyposażone w wiedzę strony. Jedna strona - właśnie klient nie posiada dostatecznej wiedzy w kwestiach ubezpieczeniowych a druga - zakład ubezpieczeń wykorzystuje swoją pozycję i wiedzę w celu uzyskania dość wysokiego przypisu składki ( wszak zakłady ubezpieczeń to nie instytucje dobroczynne tylko zwyczajne przedsiębiorstwa komercyjne). Teoria istnienia brokera jest, więc jak najbardziej logicznym następstwem nierówności stron transakcji.

Zakładowi ubezpieczeń (każdemu) zależy na jak największej ilości ubezpieczonych. Klientowi zaś jest w zasadzie wszystko jedno, w którym zakładzie ubezpieczeniowym będzie lokował swoje ryzyka... byleby miał zagwarantowaną dostateczną ochronę swojego majątku. Jeśli więc jest mu wszystko jedno a zakłady ubezpieczeń maja tego świadomość to czynią one wszystko, aby określonych klientów (z tzw. portfela strategicznego), by klienci powierzyli ochronę właśnie im powierzając jednocześnie składkę (nierzadko potężne miliony pln). Dodatkowym bólem głowy dla zakładów ubezpieczeniowych jest utrzymanie dotychczasowego stanu klientów strategicznych. Tworzy się, więc programy lojalnościowe. Program lojalnościowy to takie działania, które zapewnią wysokie prawdopodobieństwo, że klienci w następnym roku nie będą szukali innego ubezpieczyciela. Jedynym skutecznym narzędziem pozostają tutaj pieniądze. Tylko jak je przekazać? Klient to przeważnie firma z pełną księgowością - tam trudno ukryć duże kwoty idące tzw. bokiem. Zakład ubezpieczeń podobnie - też nie może jasno wykazać pewnych nieoficjalnych kosztów. Idealnym wyjściem staje się, więc udział pośrednika. I tu zaczyna się w wielu wypadkach patologia. Dyrektorzy zakładów ubezpieczeniowych mają przeważnie w zapasie swoje zaprzyjaźnione firmy pośredniczące. I nie ważne czy jest to agent, multiagent czy broker. Ważnym jest na ile ta "przyjaźń" jest mocna. Musi być mocna, by powierzyć operacje o wartości milionów. Klient płaci składkę do kasy zakładu ubezpieczeń a zakład ubezpieczeń wypłaca pośrednikowi prowizję zgodnie z prawem. Pośrednik płaci stosowny podatek od dochodu (co sprytniejsi potrafią pokryć koszty lewymi fakturami) i z własnych opodatkowanych środków dzieli się z uczestnikami transakcji. Proste. Taka jest procedura przy ubezpieczaniu większych ryzyk, Zawsze!!! Nie oszukujmy się!!! Nie istnieją kontrakty ubezpieczeniowe o wartości milionów złotych czynione w sposób czysty, jeśli bierze w tym udział pośrednik.

Czasem zdarza się oczywiście odstępstwo od tych norm - bez udziału pośrednika w formie oficjalnej (aby legalnie otrzymać prowizję od zawartej transakcji trzeba być agentem, multiagentem lub brokerem). Otóż zdarza się, że zakłady ubezpieczeń przekazują czasem pewne kwoty osobom innym niż oficjalni pośrednicy tytułem tzw. doprowadzenia klienta. Beneficjentem tych świadczeń bywa np. siostrzeniec, żona lub ktokolwiek zaprzyjaźniony z decydentem ze strony klienta. Bywa też tak, że taki ktoś zostaje agentem jednego kontraktu. Podpisuje umowę agencyjną z zakładem ubezpieczeń i oficjalnie otrzymuje prowizję z tytułu doprowadzenia do jego zawarcia.

Popularną formą takich praktyk są pracownicy zakładów pracy, którzy prowadzą sprawy ubezpieczeń od NNW lub życiowych. Działają oni właśnie na podstawie takich umów agencyjnych, które zapewniają im wpływy czasem wyższe od pensji za czynności standartowo wchodzące w zakres obowiązków pracowniczych przypisanych do stanowiska. Tacy agenci-pracownicy stoją na straży interesów zakładu ubezpieczeń bacznie pilnując, aby żaden inny ubezpieczyciel nie przejął praw do ubezpieczenia. Patologia jawnie tworzona przez zakłady ubezpieczeń w tej kwestii spotyka się z akceptacją przełożonych tych pracowników.

Następną formą kombinacji w kwestii zdobycia i utrzymania klienta jest kontakt wyłącznie między pośrednikiem a klientem. Dzieje się tak przeważnie w przypadku transakcji o mniej lukratywnym charakterze i dotyczy klientów spoza obszaru strategicznego zainteresowania zakładów ubezpieczeniowych. Transakcja odbywa się podobnie z wyłączeniem zakładu ubezpieczeń, który nie jest zainteresowany angażowaniem się w sposób tak głęboki jak w przypadku pierwszym.

Analizując powyższe sytuacje musimy stwierdzić, że personalnie nikt na takich transakcjach nie traci a wszyscy zyskują:

  • zakład ubezpieczeń może pochwalić się przypisem składki - a o to chodzi,
  • broker/agent zarabia tak czy inaczej (bo nie całą prowizję oddaje),
  • przekupiony decydent w zakładzie pracy powiększa stan konta osobistego.

Więc nie istnieje potrzeba przerywania takiego błogosławionego złotówkami działania. I któż niby miałby to przerwać? Sami beneficjenci korzyści? Proceder kwitnie, bo każdemu tą korzyść przynosi. Łapówka to rzecz "niewidzialna". Trzeba złapać za rękę. Nikomu na tym złapaniu nie zależy z racji wyżej wypunktowanych przyczyn.

Można jedynie stwierdzić, że traci przedsiębiorstwo. Traci nie uzyskując spodziewanych (wg logicznych podstaw istnienia brokera w procesie zawierania umowy ubezpieczenia) korzyści, czyli obniżenia składki, co oznacza obniżenie kosztów działalności gospodarczej. Ale ten aspekt sprawy udziałowców łańcuszka zdarzeń nie interesuje. Wszyscy traktują przedsiębiorstwo jako źródło dochodów osobistych.

Dodatkowo zakłady ubezpieczeń tworzą oddzielne programy lojalnościowe dla "wyróżniających się" pośredników organizując dla nich np. tzw. szkolenia w Japonii, na Mauritiusie lub w innych egzotycznych zakątkach świata. Kiedyś wystarczała Szklarska Poręba, dziś już nie. Wszak nie ma przyjaźni absolutnej w biznesie. I w każdej chwili ubezpieczyciel musi się liczyć z faktem zdrady dotychczas lojalnego pośrednika na rzecz innego zakładu ubezpieczeń. W wielu wypadkach w "szkoleniach" uczestniczą, (o dziwo !!- bo jakiemu niby szkoleniu oni tam podlegają?) również sami klienci.

Zresztą programy lojalnościowe wzajemnie się przeplatają. Nie musi ich wprowadzać w życie tylko klient. On jest osobą uprzywilejowaną. Jedną z form jest np. zatrudnianie przez brokerów członków rodzin decydentów zakładów ubezpieczeniowych. Powstają w ten sposób siatki "przyjaźni", których nie sposób rozerwać.

Programy lojalnościowe oraz opisane procedury to potężna fabryka pieniędzy. Pieniędzy, które w najgorszym razie służą temu, by przeciwdziałać próbom zniszczenia tej misternie budowanej konstrukcji zależności i korzyści. Za pieniądze tego wymiaru można kupić wszystko. Nagrody, certyfikaty, ludzi....

Innym obrazem patologii w branży ubezpieczeniowej jest równoległe funkcjonowanie firmy agencyjnej, multiagencyjnej i brokerskiej skupionych w jednych rękach. Wprawdzie prawo w postaci ustawy o pośrednictwie zakazuje takich praktyk, ale przykładów ich stosowania jest mnóstwo. Akceptują ten stan zarówno przedstawiciele urzędu nadzorującego działalność brokerską, mimo, że ich rola polega m.in. na pilnowaniu zgodności tej działalności z ustawą oraz przedstawiciele organów samorządu brokerskiego - stowarzyszenie i izba gospodarcza. Zresztą w większości członkowie zarządu tych organów samorządowych są jednocześnie członkami lub właścicielami owych prowadzących podwójną działalność podmiotów brokerskich. Przykładem tutaj może być aresztowany Jarosław N., jednej strony członek zarządu Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych a z drugiej faktyczny właściciel firmy brokerskiej Jargo i agencji ubezpieczeniowej Jargo.

Idący z góry przykład - wszak rzeczywistym bohaterem tej historii jest największa na Dolnym Śląsku i jedna z największych w kraju firma brokerska Jargo - schodzi bardzo szybko w tzw. doły. Pozostałe firmy brokerskie, aby nie wypaść z rynku i jednocześnie widząc rosnącą pozycję swoich "wielkich " konkurentów a także obserwując całkowitą bezkarność takich działań zaczynają stosować identyczne metody. Wykorzystując je nierzadko próbują czasem wyrwać dla siebie trochę rynku "wielkich".

Proceder kwitnie od lat. Unowocześnieniu ulegają tylko formy oraz zwiększają się datki w kopertach. Nie zmieniają się tylko ludzie. I ich potrzeby liczone w złotówkach. Problem bezkarności tkwi zaś prawdopodobnie w tym, że sprawy te nie mają wymiaru politycznego i nikogo ważnego nie można, ujawniając je, utrącić. Sprawa firmy Jargo też nie ujrzałaby światła, gdyby nie jej związek z SLD.

Sprawa firmy Jargo to wielotomowa historia z wieloma wątkami. Część z nich opisana została wyżej. Inna część to fakt powoływania się w swoich marketingowych działaniach na nagrody poważnych instytucji: Nagroda Fair Play oraz " Rzetelna Firma" a także certyfikat ISO. W intencji i założeniach tych nagród tkwi coś absolutnie przeciwnego do przykładu reprezentowanego przez nagrodzoną firmę Jargo. Z jednej strony budzi wątpliwości metoda uznawania takimi zaszczytami a z drugiej uderza perfidia działania samej firmy brokerskiej. Mając świadomość wagi i znaczenia nagród takiego formatu w polskim biznesie celowo i świadomie "zbierała" prestiżowe certyfikaty, aby zmaksymalizować efekt marketingowy przedstawiając fikcyjny obraz swojej jakości w oczach przyszłych klientów oraz dostarczyć argumentów potwierdzających "właściwy" wybór już istniejącym klientom. Wypada współczuć innym beneficjentom wspomnianych nagród. Bo każdy teraz może zapytać czy ci inni, aby na pewno różnią się w swoim zachowaniu rynkowym od firmy Jargo. Kwintesencją patologii odkrytej na przykładzie Jargo może być stwierdzenie, że niedługo nadejdzie czas, gdy największym efektem marketingowym i potwierdzeniem jakości i uczciwości działania będą cieszyły się oświadczenie typu: "nasza firma nie legitymuje się żadnymi prestiżowymi nagrodami".

Obserwując niektóre komentarze pod artykułem na stronie internetowej Gazety Wyborczej można ułożyć sobie obraz polskiego rynku ubezpieczeniowego, ubrać ten obraz w nazwy konkretnych firm i pójść tymi śladami. Skąpe aczkolwiek ciekawe wypowiedzi niektórych komentatorów mogą tylko potwierdzić fakt ich zobojętnienia i braku nadziei na likwidację procederu stosowanego powszechnie. Są też potwierdzeniem istnienia wyżej opisanej choroby toczącej polski rynek ubezpieczeniowy. Wypada żeby ktoś nareszcie zaczął leczyć tę chorobę, wielu pośredników na to jednak liczy. Oby tylko nie wzięli się za leczenie ci, którzy stan ten dotychczas, z racji urzędu, akceptowali. Nie osoby, które dziś kierują samorządem brokerskim i nie ci, którzy, z racji pełnionych funkcji nadzoru w KNUiFE milcząco omijali tematy.

Obawiam się, że przy okazji sprzątania bałaganu, którego autorami są firma Jargo oraz, nie ukrywajmy - inne, o podobnym autoramencie podmioty brokerskie całkowicie zniknie z rynku ubezpieczeniowego pojęcie uczciwej firmy brokerskiej. Wbrew pozorom takie jednak istnieją.

Zachowania, których przykładem jest Firma Jargo powinny zostać likwidowane. Choć wiem, że to trudna sprawa. Ma ona o wiele szerszy wymiar niż można na pierwszy rzut oka dojrzeć.

Łącząc wyrazy szacunku

 

Imię i nazwisko do wiadomości Stop Korupcji





Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.