kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna

 

Dlaczego dawaliśmy łapówki?

źródło: Gazeta Wyborcza
data:
3 grudnia 2004



Rozmowa z najemcami Maski i Laboratorium

Jacek Szostak i Mariusz Łotocki, najemcy Maski i Laboratorium, byli u prezydenta, który wypowiedział im umowę najmu. Prosili go o zmianę decyzji. - Nie ma szans - zapowiada Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta. - Jawimy się jako kolesie, którzy przyszli, zapłacili pieniądze za przetarg i czerpią z tego korzyści. To nieprawda - utrzymują

Adam Barański: Dawaliście łapówki, gdyż zostaliście do tego zmuszeni?

Jacek Szostak, Mariusz Łotocki: Nie dawaliśmy. Tyle możemy teraz powiedzieć. Przykre jest, że chce się nas osądzać przed wyrokiem sądu.

Państwa adwokat potwierdził, że zapłaciliście gratyfikację po przetargach.

Sz.: Nie wiem, jaki miał w tym cel. Dowiedzieliśmy się o tym, co mówił z prasy.

Ł.: Wiele mu zawdzięczamy, wierzymy, że pomoże się nam oczyścić.

Jak to się stało, że bez układów udało się Wam wynająć lokal w rynku?

Ł.: Dziecko moje i Remigiusza Promnego chodziło do tego samego przedszkola. Promny zasugerował, by zainteresować się Klubem Związków Twórczych, który zalega z czynszem i opłatą za energię. Podnajęliśmy więc klub za zgodą miasta, spłacając zobowiązania KZT w wysokości około 30 tys. zł. Umowa obejmowała miejsca, gdzie teraz mieszczą się Maska i Laboratorium (13 pomieszczeń, 253 m kw. powierzchni) oraz jeden pokój na piętrze. Nie było mowy, że będzie kiedyś jakikolwiek przetarg. Po dwóch latach funkcjonowania pubu prezydent Pogan oznajmił nam, że przetarg musi się odbyć. Wygraliśmy, płacąc oficjalnie za prawo do najmu 50 tys. zł. I wtedy się zaczęło...

Ile razy organizowaliście Poganowi darmowe bankiety?

Ł.: To trwało kilka lat, nie jesteśmy w stanie dokładnie zliczyć.

Sz.: Zwyczajem było, że dzwonił Pogan (do różnych restauracji zresztą) i kazał dostarczyć kilka butelek whisky np. na bal prezydencki.

Bywało, że zlecał nam organizowanie imprez, na które podawał listę zaproszonych gości. I wszystko na nasz rachunek. Kilka razy zagadywaliśmy go o faktury, jednak nas zbywał. Czasem przychodził, napił się i wychodził, nie płacąc.

Dlaczego Państwo na to przystawali?

Sz.: Nie było wtedy prawicy, Stop Korupcji, a Pogan w naszym lokalu pojawiał się w towarzystwie osób z różnych środowisk z pierwszych stron gazet centralnych.

Nie mieliście zaufania do prokuratury?

Ł.: Baliśmy się.

Sz.: Zainwestowaliśmy w lokal masę pieniędzy. Pogan sugerował, że w każdej chwili, gdy tylko zechce, możemy stamtąd wylecieć. Mówił, że kolejka na nasze miejsce czeka.

Ł.: A my byliśmy ludźmi znikąd, młodymi chłopakami.

Sz.: On jawił nam się jako władza absolutna w mieście. Tak się zachowywał. Przecież przez tyle lat funkcjonował w mieście ten system i dopiero afera Dobrych Domów go zdemaskowała.

Trudno mi zrozumieć, że jedyną drogą było przystąpienie do układu i dawanie łapówek?

Ł.: Nie dawaliśmy łapówek.

Sz.: Nie nazywamy tego łapówkami.

Pogan jednak zeznał inaczej.

Sz.: Dlatego się z nim spotkamy w sądzie. Zawsze był arogancki. Mówił o nas "fajne chłopaki". Taki był stosunek tamtej władzy do nas. My mówiliśmy per "panie prezydencie", a byliśmy traktowani jako szynkarze, którzy mają służyć szlachcie. Nie mieliśmy z nimi żadnych układów, w przeciwnym razie na pewno nie mielibyśmy umowy, którą można wypowiedzieć w ciągu trzech miesięcy.

Ale to w Waszym lokalu wisiały kufle z nazwiskami lewicowych notabli.

Sz.: To był pomysł architekta, który, niestety, obrócił się przeciwko nam.

Zobacz koniecznie:

>> NIE dla łapówkarzy
>> Miasto: zamknąć te puby
>> UwłaszczeNIE dla łapówkarzy





Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.