data:
28 luty 2003
STOP KORUPCJI ujawniło, że były wiceprezydent
Opola Piotr Kumiec z SLD rozdał mieszkania
socjalne swojej matce i bliskiej koleżance.
Sam wynajął mieszkanie od osoby, której pół
roku wcześniej to lokum przydzielił!
Zamiast słów pełny tekst artykułu Ewy Kosowskiej-Korniak
- Nowa Trybuna Opolska 28 luty 2003 r.
PRZYPADEK IWONY CYBUCH
Wniosek o przyznanie mieszkania "za remont" złożyła
2 marca 1998 roku. Ma 30 lat, narzeczonego
i od 5 lat cierpliwie czeka na możliwość usamodzielnienia
się. Mieszka z rodzicami i 19-letnią siostrą
w 38-metrowym mieszkaniu. Nie stać jej na kupno
własnego. Obecnie jest bez pracy, wyjeżdża
więc co jakiś czas do Holandii. Zbiera pieniądze
na remont przyszłego mieszkania.
- Co roku odnawiam wniosek, aktualizuję go
i czekam. Może gdybym dreptała, co dnia do
ratusza, już bym miała własne lokum. Ale ja
naprawdę wierzyłam, że decyduje data złożenia
wniosku - mówi. W zeszłym roku miała pierwszą
i - jak dotąd - jedyną propozycję mieszkania
za remont. Była to klitka na poddaszu, bez
podstawowych wygód. Remont, którego domagało
się miasto, wyniósłby około 10 tys. zł (kwota
do przyjęcia). Ale znajomy budowlaniec przyjrzał
się ścianom, stropom, oknom i powiedział, że
w to mieszkanie trzeba włożyć 50 tys. zł, by
doprowadzić je do dobrego stanu.
- Gdyby córka miała tyle pieniędzy, to raczej
szukałaby mieszkania na wolnym rynku. Kto władowałby
50 tys. zł w remont mieszkania, które do niego
nie należy, wiedząc, że nikt mu tych pieniędzy
nie zwróci? - pyta retorycznie ojciec Iwony.
Mirosław Pietrucha, rzecznik prezydenta Opola
Ryszarda Zembaczyńskiego:
Fakty opisywane przez "NTO" są bulwersujące.
Widać wyraźnie, czyje interesy reprezentowali
w radzie miasta politycy SLD. Jeśli pan Kumiec
twierdzi, że prawica nie ma pomysłu, to odpowiadam:
mamy pomysł. Miasto w tym roku zakończy adaptację
budynku przy ul. Odrzańskiej na mieszkania
socjalne i przystąpi do adaptacji byłej przychodni
w Metalchemie.
Janusz Kowalski, Stowarzyszenie "Stop
Korupcji":
- Ujawniona przez nasze stowarzyszenie sprawa
jest dla mnie korupcją i przykładem arogancji
władzy. Rozdawanie lekką ręką mieszkań, w sytuacji,
gdy tyle rodzin czeka na mieszkania, tym bardziej
razi, że mówimy o polityku lewicy, który powinien
być szczególnie wrażliwy na ludzką krzywdę.
REPORTAŻ, PUBLICYSTYKA: W OPOLU NIE WSZYSTKICH
OBOWIĄZYWAŁA KOLEJKA DO MIESZKAŃ
Równi i równiejsi
Iwona Cybruch czeka na komunalne mieszkanie
już pięć lat. Tymczasem Janina D., matka Piotra
Kumca, czekała zaledwie 3 miesiące, a jego
bliska znajoma Anna B. tylko o miesiąc dłużej.
Piotr Kumiec przez cztery lata zajmował się
w ratuszu polityką lokalową, czyli gospodarowaniem
mieszkaniami komunalnymi. Przekonywał wówczas
dziennikarzy ("NTO", listopad 2001
r), że "choć czasem mieszkanie chcą dostać
znajomi, a znajomych ma bardzo wielu, wszystkich
odsyła do opolskiego Towarzystwa Budownictwa
Społecznego". Mamy jednak dowody, że w
trzech przypadkach postąpił inaczej.
Na mieszkania od gminy czeka w Opolu 600 rodzin,
w tym na mieszkania o lepszym standardzie niż
mieszkania socjalne (tzw. mieszkania za remont)
- blisko 300 rodzin. Najwytrwalsi czekają od
1998 roku. Wszyscy zostali pozytywnie zaopiniowani
przez społeczną komisję mieszkaniową i umieszczeni
w kolejce. Czekają na propozycję mieszkania
(warunkiem podpisania umowy najmu jest wykonanie
remontu, którego koszt wynosi ?rednio 10 tys.
zł). Oficjalnie wszyscy zakwalifikowani przez
komisję mają jednakowe szanse. Liczy się data
wpłynięcia wniosku, a średni czas oczekiwania
na wskazanie mieszkania do remontu wynosi 3
lata (od daty pozytywnego zaopiniowania wniosku).
Jednak Stowarzyszenie "Stop Korupcji" wytropiło,
że przynajmniej w dwóch przypadkach termin
ten został drastycznie skrócony. Janina D.
czekała tylko 3 miesiące, propozycję mieszkania
otrzymała w padźierniku 1999 r. Anna B. czekała
4 miesiące - propozycja mieszkania za remont
padła w grudniu 1999 r.
Czas oczekiwania na przydział mieszkania może
zostać skrócony, jeśli zachodzą szczególne
okoliczności.
- Do przyspieszenia dochodzi, jeśli sytuacja
starających się o mieszkanie ulega nagle pogorszeniu,
na przykład z powodu choroby lub kalectwa jednego
z członków rodziny - wyjaśnia Zofia Lachowicz,
naczelnik wydziału lokalowego.
- Są osoby, które bardzo aktywnie walczą o
mieszkanie, proszą o wsparcie radnych i posłów,
piszą pisma o przyspieszenie, dołączają dokumentację
lekarską. Czasem o wsparcie konkretnej rodziny
prosi Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Każdy
przypadek jest traktowany indywidualnie. Poza
tym, czasem jest tak, że kilka osób z listy
oczekujących odmawia przyjęcia wskazanego lokalu,
bo jest za mały, ma fatalną lokalizację, wymaga
zbyt kosztownego remontu itd. Wówczas proponuje
się ów lokal osobom czekającym krócej.
- To są sprawy wrażliwe dla społeczeństwa i
nie przypadkiem teraz wychodzą na jaw - od
tych słów zaczyna Piotr Kumiec, gdy umawiamy
się na rozmowę o pewnych nieprawidłowościach
dotyczących przyznawania gminnych mieszkań.
- To jest gra na ludzkich emocjach i wyciąganie
tematów zastępczych, jakichś jednostkowych
przypadków, po to, by czymś zająć społeczeństwo
i mieć więcej czasu na ewentualne zaproponowanie
czegoś nowego. Bo jak na razie ci, którzy przyszli,
nie mają pomysłu - kontynuuje Kumiec.
- Jeden z tych jednostkowych przypadków dotyczy
przyznania mieszkania pańskiej matce... Piotr
Kumiec jest wyraźnie zażenowany.
- To bardzo duża niezręczność - przyznaje.
- Dotyczy ona smutnego wydarzenia, które miało
miejsce w 1997 roku w mojej rodzinie. Rodzice
rozeszli się i od tego czasu mama starała się
o mieszkanie, jednak nigdy nie zwróciła się
z tą pro?bą do mnie. Tutaj przyszedł mi z pomocą
prezydent Leszek Pogan. To on podjął decyzję
w tej sprawie.
Były prezydent Leszek Pogan zajmował się tylko
przyznawaniem mieszkań dla tzw. niezbędnych,
a pula mieszkań socjalnych i do remontu leżała
w wyłącznej gestii Piotra Kumca. Pogan potwierdza
jednak, że w tym przypadku, wyjątkowo, to on
podjął decyzję.
- Znałem mamę Piotra jeszcze z czasów pracy
w komitecie wojewódzkim - mówi. - Znalazła
się w bardzo dramatycznej sytuacji, przychodziła
w tej sprawie do mnie, a ukrywała to przed
synem. Nie pamiętam, w jakim trybie otrzymała
mieszkanie, ale dosyć długo na nie czekała.
- Z dokumentów wynika, iż od pozytywnego zaopiniowania
przez komisję mieszkaniową do otrzymania propozycji
mieszkania minęły zaledwie trzy miesiące -
wtrącamy.
- Na pewno przychodziła do mnie w sprawie mieszkania
na długo przedtem, zanim złożyła wniosek -
odpowiada były prezydent.
Anna B. jest pracownicą opolskiego ratusza.
W 1999 roku była bliską znajomą Piotra Kumca.
Widywano ich razem w różnych opolskich lokalach.
Mówi polityk opolskiej prawicy:
- Anna B. jest atrakcyjną młodą kobietą. Wielokrotnie
spotykałem Piotra Kumca w jej towarzystwie.
W 2001 roku siedzieli razem w loży dla VIP-ów
podczas festiwalu opolskiego. Wielu polityków,
również z SLD, musiało ich razem widywać.
- Ja generalnie jestem często widywany z różnymi
osobami i w lokalach, i na festiwalu opolskim.
Z tą panią nic mnie nie łączyło, oprócz tego,
że jest moją znajomą jeszcze z czasów studiów
- odpiera Piotr Kumiec.
- Przyznał jej pan jednak mieszkanie, i to
w ekspresowym tempie...
- To była inna sytuacja - mówi były wiceprezydent.
- Ta pani była urzędniczką, a decyzję w jej
sprawie podjął zarząd miasta. W 1999 roku miała
miejsce taka jednorazowa akcja: pomogliśmy
wszystkim urzędnikom, którzy zostali zakwalifikowani
przez komisję mieszkaniową, skracając czas
oczekiwania. Pamiętam, że takich urzędników
było trzech czy czterech.
Komu konkretnie i w jakim trybie przyznano
wówczas mieszkania Piotr Kumiec nie potrafił
powiedzieć. Na pytanie, czy uczciwe było pomaganie
swoim pracownikom w sytuacji, gdy jest tak
długa lista oczekujących na mieszkania, odpowiedział:
- To była decyzja zarządu, taka jednorazowa
akcja.
- Nie przypominam sobie, aby była taka akcja
- mówi Leszek Pogan, stojący wówczas na czele
zarządu miasta. - Nie pamiętam też przypadku
urzędnika, któremu zarząd przyznawałby mieszkanie.
Powtarzam, sprawy mieszkań do remontu były
w wyłącznej gestii Piotra Kumca.
Piotr Kumiec podjął jeszcze jedną kontrowersyjną
decyzję w ostatnich miesiącach swojego urzędowania,
przyznając mieszkanie Wacławowi T. Mężczyzna
czekał na mieszkanie wprawdzie tylko o rok
krócej niż przeciętny Opolanin (czyli dwa lata).
Ale gdy już się doczekał, spotkała go prawdziwa
niespodzianka. Był osobą samotną, w zupełności
powinna go, więc satysfakcjonować kawalerka.
Niewielkie mieszkania (np. 38 m kw.) proponuje
się nawet czteroosobowym rodzinom, i one je
przyjmują, bo zależy im na własnym dachu nad
głową. Tymczasem Wacław T. dostał mieszkanie
o powierzchni blisko 70 metrów kw.! Pięć miesięcy
po podpisaniu przez Wacława T. umowy najmu
głównym najemcą stał się... Piotr Kumiec.
W czerwcu 2002 roku obaj panowie zamienili
się na mieszkania. Kumiec zamieszkał w lokalu
70-metrowym, a Wacław T. w 26-metrowej spółdzielczej
kawalerce Piotra Kumca.
Kumiec: Ten pan znalazł się w trudnej sytuacji
życiowej, był po rozwodzie, ale chciał scementować
rodzinę, dlatego zależało mu na większym mieszkaniu.
Zaczął remont, nie wytrzymał finansowo, z rodziną
nie wyszło. Wtedy z mojej strony padła propozycja
zamiany. Ja od 5 lat starałem się o zamianę
swojej kawalerki. Pomyślałem: czemu nie pomóc
człowiekowi? Mogłem się tym panem nie zajmować,
a mogłem mu pomóc.
- Mógł pan mu wskazać inne osoby, które za
pośrednictwem ratusza chcą dokonać zamiany
mieszkania...
- Próbowałem, wskazywałem, ale nic z tego nie
wyszło - odpowiada Kumiec.
Poseł Jerzy Szteliga, szef opolskiego SLD,
wie, że Piotr Kumiec zamienił mieszkanie z
osobą, której to mieszkanie przyznał:
- Uważam, że jest to naganne, Kumiec nie przemyślał
sprawy.
- Wiedział pan również, że w czasach, gdy był
odpowiedzialny za politykę lokalową, mieszkania
gminne w ekspresowym tempie dostały jego mama
oraz bliska znajoma?
- Tego nie wiedziałem. Jeśli jest tak, jak
pani mówi, to jest to dyskwalifikacja polityczna.
Jeśli przewodniczący zarządu wojewódzkiego
SLD od dziennikarza "NTO" dowiaduje
się o takiej sprawie, to decyzja musi być jedna:
wniosek do komisji etyki o zbadanie sprawy
i wyciągnięcie ostrych konsekwencji.
Ewa Kosowska-Korniak
|