data:
19 Marca 2003
Członkowie spółdzielni i Stowarzyszenie
"Stop Korupcji" złożyli
doniesienie na prezesa. Zarzucają mu niegospodarność.
Wczoraj do Prokuratury Rejonowej w Opolu wpłynęły
dwa wnioski o wszczęcie postępowania wyjaśniającego.
Dotyczą Opolskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Przyszłość".
Autorzy obu domagają się tego samego - wyjaśnienia
czy celowo, zgodnie z prawem i rzetelnie wydano
pieniądze na wykonanie pomiarów mieszkań w blokach
1-2, 4-5, 6-7, 8-9 i 10-11 przy placu Teatralnym.
Zdaniem Janusza Kowalskiego, przedstawiciela
Stowarzyszenia "Stop Korupcji" chodzi
o kwotę 250 tys. zł. Autorzy drugiego pisma
(czworo mieszkańców budynku 1-2) twierdzą, że
sprawa dotyczy 0,5 mln zł. Obarczają za to odpowiedzialnością
prezesa OSM "Przyszłość" Franciszka
Dezora. Najpierw zarzucają mu niegospodarność.
W innym miejscu piszą wprost o wyprowadzeniu
pieniędzy ze spółdzielni. Twierdzą, że w blokach
przy ulicy Waryńskiego, Wojska Polskiego, Dambonia
i pozostałych podległych OSM "Przyszłość"
nie było żadnych pomiarów mieszkań.
O sprawie pisaliśmy 11 marca. W tekście "Nie
będzie cudownych wzrostów wymiarów" opisaliśmy
sytuację mieszkańców budynku 1-2. Twierdzili
oni, że we wrześniu ubiegłego roku dowiedzieli
się z pism administracji osiedla "Centrum",
że ich mieszkania mają 48,2 metra kwadratowego.
Tymczasem według dokumentów, na przykład dotyczących
przydziału, powierzchnia ta wynosi 47,5 metra
kwadratowego. Zdaniem lokatorów dane zawyżono,
żeby zwiększyć opłaty za mieszkania.
Franciszek Dezor prezes OSM "Przyszłość"
wyjaśniał, że korekta nastąpiła po dokonaniu
przeprowadzonych wcześniej pomiarów. Zlecono
je, bo tak nakazywała ustawa o spółdzielniach
mieszkaniowych. Pozwalała ona właścicielom spółdzielczych
mieszkań na przekształcenie ich prawa do lokalu
we własność rzeczywistą. W tym celu należało,
między innymi, uporządkować dokumentację dotyczącą
spółdzielczych zasobów i jeszcze raz wymierzyć
lokale.
Prezes zapewniał, że o przeprowadzeniu pomiarów
zdecydowały uchwałą władze spółdzielni. O jej
treści zostali pisemnie i imiennie powiadomieni
wszyscy członkowie. Można było się odwołać.
Zrobiło to dwoje mieszkańców placu Tatralnego.
Twierdził ponadto, że pomiary zlecono po przeprowadzeniu
jawnego przetargu. Przyznał jednak, że nie może
ręczyć, że zmierzono wszystkie należące do spółdzielni
mieszkania.
- Dziś nie dodam nic nowego - powiedział poproszony
o komentarz. - Mogę jedynie podtrzymać, że nasze
działania były zgodne z prawem. Pomiary zostały
faktycznie dokonane. Należałoby jedynie wyjaśnić,
że posiadane przez spółdzielnię ewidencje powierzchni
nie zgadzały się ze sobą, a dla znacznej części
zasobów nie było dokumentacji technicznej. W
budynkach, które ją posiadały, mieszkań nie
mierzono.
Zarzut niegospodarności mogę odeprzeć tylko
tak, że właśnie po to organizujemy przetargi
na liczne prace, żeby członkowie spółdzielni
mogli kontrolować wydatki. Spółdzielnie mieszkaniowe
nie podlegają ustawie o zamówieniach publicznych,
więc nie musielibyśmy tego robić.
Prezes dodaje, że mieszkańcy placu Teatralnego
skarżą się na niego także w pismach do posłów.
Wynika z nich, że powinien się im podporządkować.
- Temu służy zapewne i skarga do prokuratury.
Pokażemy ci, kto tu rządzi - taka jest jej wymowa
- uważa.
Janusz Kowalski poinformował nas ponadto, że
jest to pierwsza inicjatywa Stowarzyszenia "Stop
Korupcji" zakończona złożeniem wniosku
do prokuratury. - Jeżeli zaś chodzi o spółdzielnie
mieszkaniowe, to zmierzamy przyglądać się im
teraz bliżej - dodał.
|